poniedziałek, 10 marca 2014

Malutki Szamanek


taki mały bęben
z Rysia łapką na napiętej membranie
poprosił mnie ostatniego wieczora
zabierz mnie z tej półki z książkami
zabierz mnie tam gdzie Ty jedziesz
bardzo tego chcę
choć tylko do połowy zmieścił się w
płócienną torbę wiedźmina
wystroił się na wyjazd

tej nocy
Ogień pierwszy dla nas buzował
Niebo czarne rozświetlało moc
Księżyca i Gwiazd
a mój szamański bębenek
z Rysia łapką na napiętej membranie
wywijał wniebowzięty

w tylu rękach zagrał
tyle bębnów widział
w tylu rytmach zanurzyć się zdołał

I duzi na nim grali
I mała Maja na nim grała
I grał
I leżał
I słuchał
I grzał się

na koniec sam
zasnął na wielkim bębnie
zmęczony i wniebowzięty

sobota, 18 stycznia 2014

let them go

the waning moon just after full
I can’t sleep
anymore
I’m crying, crying
yes, I need
to tell you all
before we meet

my stories which you’ll never hear
let me talk
to you
I’m talking, talking
yes, I need
to calm me down
after we meet

wyznanie

Pełny księżyc ledwo maleć zaczął
ja już nie mogę
spać
płaczę, płaczę
wszystko chcę ci powiedzieć
nim spojrzę w twoją twarz

te historie, których nie usłyszysz
pozwól, opowiem Ci
tak
mówię, mówię
potrzebuje tej słodkiej ciszy
gdy spojrzę w twoją twarz

poniedziałek, 16 września 2013

wyobraź sobie, że zawsze masz czas

Sprawdź jak często mówisz sobie i innym, że brakuje ci czasu, że masz go za mało. Jak często cierpisz, bo nie masz czasu na rzeczy, na które naprawdę masz ochotę.
Każdy z nas doświadcza takiego stanu. Dlaczego tak się dzieje? I czy możemy temu jakoś zaradzić? Spróbujmy. Jestem pewna, że coś da się zrobić.

Najpierw pomyśl, tak na poważnie, co naprawdę chcesz zmienić, co konkretnie osiągnąć?
Bo:
wiesz przecież, że dopóki nie wygrasz w lotto nie rzucisz pracy i nie pojedziesz na Seszele, żeby tam już tylko odpoczywać, leżąc do góry brzuchem (jak długo?) i cieszyć się życiem. Wiesz przecież, że obiad sam się nie ugotuje, a okna w domu same nie umyją. Wiesz, że jeśli nie będziesz się uczyła do egzaminu czy klasówki małe są szanse, że zdasz i małe są szanse, że będziesz coś umiał. Wiesz, że jeśli zarwiesz noc następnego dnia będziesz nie do życia. Lista jest długa i to nie są żarty.

Większość naszych aktywności życiowych postrzegamy w kategoriach obowiązku i nie kojarzy nam się to z przyjemnością. Jednak obowiązek to coś w rodzaju konstrukcji myślowej, nic więcej. To my decydujemy w naszej głowie, co jest OBOWIĄZKIEM a co PRZYJEMNOŚCIĄ. To, co robimy w ciągu naszego życia to są po prostu bardzo zróżnicowane czynności, które można opisać używając różnych kryteriów. Na przykład: rodzaj włożonego wysiłku (intelektualny, fizyczny), czas trwania, planowanie, specyficzne umiejętności potrzebne do realizacji, ilość osób, specyfika relacji (kto dla kogo i za co). Całkowicie niewinne charakterystyki, prawda?

No dobrze. Kiedy jednak myślimy o jakimś działaniu, w ten sposób, że jest obowiązkiem (czyli czymś, czego nie lubimy) nieubłaganie pojawią się kolejne skojarzenia, pasujące do naszych przekonań. Najczęstsze jakie ja znam, to:
jak tu się od tego uwolnić, czemu muszę to robić, nie chcę tego robić, niech ktoś inny zrobi to za mnie, nie mam już na to siły, marzy mi się coś innego, jestem zła, że muszę to robić, jestem sfrustrowany, nie mam czasu dla siebie... Cały ten pakiet jest mało przyjemny, zgodzisz się? Odnajdujesz w nim swoje myśli? Może masz jeszcze jakieś?

Poczynając więc od pierwszej etykiety „obowiązku”, przechodząc potem przez wszystkie myśli, które z nim ci się wiążą wpływasz nieubłaganie na to, jak postrzegasz to, co masz do zrobienia i jak się w tym wszystkim czujesz. Jak tygrys uwięziony w klatce? Gruszka w kompocie? No jak?

Chcesz więc zmiany: nowej pracy, nowych przyjaciół, innej szkoły i to przecież nie są żarty.

Zanim więc dokonasz radykalnych zmian, albo nie robiąc ich skażesz się na wieczne cierpienie spróbuj dobrze rozeznać się w tym, co masz już teraz.

Zauważ ten moment, kiedy łączysz nieprzyjemne odczucia z niewinnymi działaniami. Myślisz, że to one stają się powodem twojego cierpienia, które odczuwasz. Zauważ, że pomijasz prawdziwego sprawcę - cały proces myślowy, o którym było powyżej. Jeśli więc chcesz czuć coś innego zacznij myśleć w inny sposób. Porzuć utarte ścieżki i spójrz na to, co masz do zrobienia jak na najwspanialszą rzecz w życiu. Chcę cię przekonać, że to jest możliwe.

Zrób jedno ćwiczenie. Przypomnij sobie jakiś obowiązek i jakąś przyjemność. Najlepiej pierwszą, która przyjdzie ci do głowy. Scharakteryzuj obie najbardziej szczegółowo jak się da. Pamiętaj, nie chodzi mi o to, co o tym myślisz, ale z czego składa się konkretnie to działanie.
Niech to będzie długa lista detali.
A teraz uwaga! Odwróć kota ogonem! Przywołaj jakąś nową PRZYJEMNOŚĆ pasującą do charakterystyki OBOWIĄZKU. I nowy obowiązek pasujący do charakterystyki PRZYJEMNOŚCI.

Bądź pewien, że taki sposób patrzenia pozwoli ci odnaleźć radość i satysfakcję z wielu rzeczy, których wcześniej nie lubiłaś. Nabierzesz praktyki i będziesz wiedział, co na pewno chcesz zmienić i w jaki sposób. Czy jest konieczność ruszania się z fotela. Połącz obowiązki z przyjemnościami. Okaże się, że zawsze masz czas.

czwartek, 12 września 2013

dragon's lullaby

if you don’t believe
you still have protection
if you don’t believe
you are happy right now

what kind of story should I tell you
to help your mind?

if you are sure
it’s a long way to the truth
if you are sure
only the chosen get there

what kind of picture should I draw
so that you are there?

if you believe
you are so complicated
if you believe
you are the only one

what more experience do you need
to feel the unity you are?

czwartek, 5 września 2013

przepis na rozstanie

Czy jesteś gotowy pożegnać trudne wspomnienia? Już dziś!


Każdy z nas przeżywał w życiu coś trudnego, bardzo trudnego. Wspomnienie tych dawnych historii potrafi skutecznie zepsuć nam humor. Przypomina nam jak bardzo jesteśmy dalecy od ideału, jak bardzo nie zasługujemy na radość i szczęście, jak bardzo jesteśmy biedne i jak bardzo nas skrzywdzono. Wierzymy, że to prawda.

Jednak przychodzi taki dzień, ten dzień, kiedy czujesz gotowość aby pożegnać te wszystkie wspomnienia. Możesz zdecydować, że to będzie dzisiaj. Nie ma już na co dłużej czekać. Weź sobie to, co dobre dla ciebie już dziś. Jeśli ktokolwiek może ci zabronić dostępu to tylko ty sama, ty sam.

Czy wiesz, że tylko ty podejmujesz decyzję, co mieszka w twojej głowie, co w niej przechowujesz. To, co uznasz za bardzo ważne będzie mieszkać długo, długo i wracać do ciebie. Cała reszta, miliony spraw, odczuć, myśli, wrażeń, które uznajesz za nieistotne przelecą przez twój umysł nie zostawiając śladu. Po co w takim razie łapać te najtrudniejsze sprawy? Odbierz im to wielkie znaczenie. Pożegnaj wszystkie swoje złe wspomnienia.

Zamknij oczy i wyobraź sobie jak machasz im na pożegnanie. Niech odejdą. Zobacz jak w miarę oddalania przestają być ważne, blakną i odlatują w niebyt. Nawet te najstraszniejsze, te najboleśniejsze, te naj naj naj – nawet one znikają na horyzoncie twoich myśli. Nie wrócą jeśli nie będą już ważne. Tak jak miliony spraw.

Czy jesteś gotowa pożegnać się z nimi na zawsze? Co się zmieni, kiedy ich już nie będzie?

Twoje życie trwa. Od dzisiaj ty decydujesz co jest dla ciebie naprawdę ważne i chcesz aby zostało z tobą na długo. To przecież ty nadajesz rangę temu co w tobie i wokoło ciebie. Które wspomnienia zapiszesz sobie na dobre? Które zaprosisz aby zamieszkały z tobą na stałe. W co chcesz wierzyć?

Dla mnie najlepsze są te, od których robi się ciepło na samą myśl. Łatwo je poznać, kiedy wracają.

Zapisuj te najlepsze dla siebie. Resztę puść z wiatrem. No bo czemu nie, no nie?

czwartek, 1 sierpnia 2013

blog operacyjny - subtelna chirurgia języka

Upalny, wakacyjny poranek. Jesteśmy w piątkę: trzy przyjaciółki, jeden przyjaciel, w tym jedna para, malutka córeczka pary i psica. Mężczyzna krząta się po kuchni. Szykuje śniadanie. Wcale nie od święta.

Gadamy.
- Wiecie jaka jest żeńska forma słowa chirurg? – pyta nas Marta.
Konsternacja. Próbujemy wymyślić odpowiednią formę, ale słowa grzęzną na mieliźnie. Nic się nie daje ulepić. Chirurg…chirurga? Niepewne próby, dużo zabawy. Już w trakcie mówienia, słyszymy, że nie trafiamy w tę dobrą formę.
- Mieliśmy podobnie – opowiada dalej Marta, przytaczając rozmowę ze swoim mężem chirurgiem i znajomymi – zadaliśmy sobie takie pytanie i nie będąc pewnymi poprawnej formy ani nawet nie będąc pewnymi jej istnienia zajrzeliśmy do słownika. I było! Uwaga! Chirurgica i chirurżka.

- Cooo? Chirurgica? Chirurżka? - nasze niewyraźne miny mówiły wszystko.

Na marginesie, słownik w wordzie oczywiście też nie zna tych słów. Natomiast wie, że nazwę word należy poprawić i zapisać dużą literą.

- Chirurgica? Kto to wymyślił/a, przecież to brzmi obraźliwie – takie były pierwsze konstatacje – nie chcę nigdy trafić pod nóż chirurgicy, mowy nie ma!
Za to drugie określenie zaczynało się nam podobać.

Moje odczucia były podobne. Chirurżka przypadła mi do gustu. No i znam tak brzmiące wyrazy. Oczywiście nie chodzi tu o zbieżne znaczenia. Raczej o fakt, że język polski pięknie szeleści i zgrzyta, proszę: różdżka, wróżka, różki, strużka. W takim otoczeniu chirurżka nie brzmi wcale egzotycznie, czy dziwacznie ale swojsko. Chirurgica, która nikomu z nas nie przypadła do uszu też ma swoją rodzinę dźwiękową: diablica, iglica. Plątanie się znaczeń utrudniało bezproblemowe przyjęcie chirurgicy do swojego słownika.

A Ty? – pada pytanie – używasz żeńskich odmian zawodów?
Oczywiście – odparłam – od wielu lat. Jestem z nimi osłuchana, brzmią dla mnie naturalnie, bo stały się częścią mojego świata. Psycholożki, biolożki, adwokatki, kierowniczki, radczynie prawne, naukowczynie idą biodro w biodro z pielęgniarkami, sprzątaczkami, nauczycielkami, gospodyniami, kucharkami.
A kierowca? – spytała Marta.
Kierowczyni, rzecz jasna – odpowiedziałam bez wahania i uśmiechnęłam się.

Słownik wordowy podkreśla słowa niestosowne. A to biolożka mu nie pasuje, a to naukowczyni, a to kierowczyni. Mój tekst jest dla niego co najwyżej słabą klasówką z dyktanda. Czy zatem word obnaża moją niewiedzę, czy swoją? Przy okazji odzwierciedlając naszą genderową kondycję? Nie znamy żeńskich odpowiedników nazw zawodów a nawet te znane kłują nas w uszy, bo nie często przewijają się przez język. Nawykowo (jaka jest właściwie przyczyna?) ustawimy się w rzędzie obok pani dyrektor, pani doktor, pani psycholog, pani adwokat, czy radcy prawnego. Dodamy tę „panią”, a zawód niech już lepiej brzmi poważnie, nie? Przecież w naszym języku brzmi to tak naturalnie. Inaczej ma się sprawa z… weźmy na przykład pielęgniarkę i panią pielęgniarz? A co powiecie na sprzątaczkę i panią sprzątacz? Wpadły wam kiedykolwiek takie określenie w uszy? Za to gospodyni i gospodarz brzmią dumnie i pięknie, prawda? A kto jest lepszy kucharka czy kucharz? W restauracjach więcej jest kobiet szefów kuchni, czy szefowych? I na koniec: prezydent i …? prostytutka i …?

Wracamy do rozmowy przy śniadaniu.
- Tak, używam – rozkręciłam się – przechodziłam oczywiście etap "zgrzytania", czyli osłuchiwania się z nowymi słowami w moim słowniku. Praktyka w ich stosowaniu czyni je w końcu typowymi. Teraz bardzo je lubię. Przez język do serca i głowy! Kiedy zmieniasz język jakim się posługujesz, zmieniasz też widzenie świata, który cię otacza. To jeden z możliwych elementów zmiany.

– A dla mnie, to może być trochę komplikowanie spraw. Kiedy mówię adwokat czy chirurg to myślę ogólnie, wcale nie o mężczyźnie i wyrażam szacunek – dodał Richie.

- Richie, właśnie w tym rzecz. Na tym to polega. Używasz męskiej formy a odczucie masz takie, że to forma ogólna. Czemu tak jest? Ten sposób widzenia świata, głęboko wrósł w nasz język. Kiedyś tylko mężczyźni mieli prawo i przywilej wykonywania wielu profesji. Wszystkich płatnych? Stąd takie „naturalne” odczucia. W naszym świecie nadal wychodzi na to, że aby utrzymać rangę zawodu i szacunek najlepiej trzymać się męskiej formy. Ja chcę to zmieniać!

Riche postanowił przeprowadzić badania środowiskowe na berlińskiej uczelni, na której pracuje. W języku niemieckim podobnie jak w polskim istnieją żeńskie formy określające zawody. Ciekawe w jakim stopniu są w użyciu. Jak to wygląda w języku formalnym i potocznym. Czy ktoś o to zabiega?

Język jakiego używamy nie tylko opowiada o naszych życiowych postawach, wzajemnych relacjach, ale też z ogromną siłą wpływa na nie. Niezależnie od tego czy robi to w sposób dramatyczny, czy też subtelny, mniej widoczny. Nawet jeśli coś wydaje się naturalne, warto przyglądać się, poddawać w wątpliwość, no i zmieniać dla dobra wszystkich. Wiele już w naszej historii odkręciliśmy „pozornie naturalnych kwestii”. I wymaga to trudu. I bywa skomplikowane. Ale jest możliwe, warte zachodu i wschodu.

Śniadanie na tarasie prawie gotowe. Myślę o naszej piątce, krzątającej się wokół stołu. Nawet psica się krzątała, wścibiając swój duży nos w nasze sprawy. Lubimy się bardzo. W różnych konfiguracjach również bardzo kochamy. Nasz wzajemny szacunek do siebie jest naturalny. Słychać to w języku. Nie przeszkadza nam również fakt, że powszechnie używamy na przykład liczby mnogiej preferującej przecież rodzaj męski.

Mimo wszystko jestem orędowniczką wprowadzania żeńskich końcówek. I osłuchiwania się z nimi od najmłodszych lat, w domu, w przedszkolu, w szkole. Tak, żeby wrosły sobie w nasz język. I tworzyły wspólną przestrzeń równej różnorodności. To rodzi szacunek, naturalnie.